PIÓREM PERSONA – KIEPSKIE CZASY DLA GENTLEMANÓW

KIEPSKIE CZASY DLA GENTLEMANÓW

Pole Sand Valley. Ostatni Lotos Polish Open w Pasłęku, świetna impreza, znakomity start Adriana Meronka. W namiocie vipowskim apetyczne “korytko, ” studio TVP, celebryci, miło. Całość – Europa. Przy stolikach oko o 30 zawodników  pochłoniętych obiadem i rozmowami. Tylko 4 w tej grupie siedzi w czapkach na głowach. Sami Polacy..

W czerwcu miałem przyjemność zagrać w Sydney rundę golfa z polskimi weteranami tego pięknego sportu Zdzisiem Małkusem i Włodkiem Kronenbergiem. Zasługi dla polskiego golfa mają obaj ogromne. Po Golfie idziemy do domku klubowego na kawę. Klub i pole jak najbardziej publiczne, ale Zdzisio przestrzega – pamiętaj, że wchodząc do Klubu w czapce ryzykujesz postawienie piwa, temu który podniesie rękę. W Polsce niestety taki zwyczaj, że w czapce…
Nie zawsze tak było. 25 lat temu, gdy David Hart, Carey, Musiolik i paru innych uczyli nas golfa było inaczej. Powszechne dzień dobry i uśmiech stanowiły obowiązujący zestaw powitalny. Szukanie koledze piłki, schludny strój i cisza podczas przygotowania do strzału. To była norma. Wokoło nie dzwoniły komórki, a partner nie udzielał nieproszony rad. Jakbym sam nie wiedział, że gram kiepsko…
Na początku lipca, pole pod Warszawą z Wojtkiem Słupeczańskim największym w kraju znawcą historii, etykiety, jakości pola i tysięcy anegdot. Przed nami trzech kandydatów na przyszłych nauczycieli. Zdają egzamin z gry. Po godzinie, gdy nie dobrnęli jeszcze do trzeciego greenu buszując głównie w głębokich chaszczach i do głowy im nie przyszłoby z d żeby nas przepuścić, zrezygnowaliśmy..

Wbrew pozorom nie są to wynaturzenia zgreda, któremu już nic się nie podoba. Wręcz odwrotnie! Z satysfakcją patrzę na nowe pola, fantastycznych młodych graczy, którzy nawet czasami mówią dzień dobry, na dawnych kolesiów, którzy wciąż dzierżą kij w dłoni.
Ale od czasu do czasu musi ktoś, tej coraz większej armii polskich golfistów przypomnieć, że pierwszy rozdział przepisów w to etykieta. Golf, który nie jest dla nas przyjemnością, -choćby szorstką, – traci sens. Golf, w którym męczymy sobą wszystkich dookoła to koszmar. Golf, w którym ulegamy pokusie i na pytanie – ile miałeś? Pada odpowiedź – miałem…chyba.. To z grą gentlemańską nie ma nic wspólnego. Boby Jones ma pomniki między innymi za to, że dopisał sobie punkty karne za wykroczenie, którego nikt inny nie widział. Tak samo zrobił Ernie Els. I jeszcze wielu innych. Dlatego na każdym polu świata wita ich owacja na stojąco.
Przed rokiem grupa miłośników historii golfa wśród nich nasz rodak z Edynburga, wielki hikorowy gracz Czesio Kruk podjęła decyzję o zbiórce pieniędzy i budowie pomnika Johna Rattraya. To on 170 lat temu, 14 maja 1744 roku podpisał się pod pierwszymi regułami. Wygrywając zawody rozgrywane w oparciu o te przepisy uzyskał tytuł Capitan of Goff i stanął na czele Company of Gentleman Golfers. Przemianowany później na Honourable Company of Edinburgh Golfers a tym pierwszym polem było Leith Links. I właśnie tam stanie pomnik Johna Rattraya zaprojektowany przez Davida Annanda. Rattray to nie tylko golfista i znakomity łucznik. To świetny chirurg a przede wszystkim szkocki bohater, który w 1745 roku stanął obok księcia Charlesa Edwarda Stewarda dowódcy Powstania Jakobitów. Rattray więziony między innymi w Londynie wrócił do Szkocji. A jego postać przeszła do historii narodu i historii golfa.
Wszyscy jego naśladowcy, a jest nas dzisiaj wiele milionów, nawet jeśli nie do końca znają przepisy, powinni jak nakazywali wielcy poprzednicy zachować się przyzwoicie. Wiem dobrze, że wciąż gonimy stracony czas, nie idźmy jednak na skróty. Bo zatracimy to, co w Golfie najważniejsze. Honor.

Redakcja portalu
Redakcja portalu golfpl.com
http://www.tv-golf.pl