World Amateur Golfers Championship – gorąco i zimny prysznic.

Niby mamy ocieplenie klimatu a jednak jakoś tego gorąca nie widać, niby wiosna wprawdzie, śniegu już nie ma, ale jakoś tak jak w kalejdoskopie ten kwiecień nam przeplata w tym roku, jednak chyba więcej zimy niż lata. Między innymi pewnie dlatego, gdy do spragnionych rzeszy golfistów dotarła wiadomość, że w sobotę 11 kwietnia trafi nam się przeplot lata i słupki termometrów pokażą ponad 20 stopni, wspomniane wcześniej rzesze niczym zerwane z łańcucha, rzuciły się na zielone pola, by nieco pohasać za piłką. A wysypało się nam turniejowo w ten weekend, niczym piłki z koszyka na drajwingu, bo w sumie Wielkanoc „tradycyjnie” spędzana przez wielu na golfie, tym razem tradycyjną nie była, ot chociażby ze względu na śnieg, więc i wszelkie wcześniejsze turnieje zostały odwołane. Stąd głód golfa był jedną ze znaczących przyczyn obfitej frekwencji golfowej, ale nie tylko – bowiem największy cykl w kraju zgromadził wprost niesamowitą ilość uczestników! Już dwa dni przed turniejem lista została zamknięta a rezerwowa wypełniała się wprost proporcjonalnie do rozgrzanej prawie do czerwoności baterii telefonu komórkowego Sławka Pińskiego. Tak proszę państwa – World Amateur Golfers Championship w Kalinowych Polach zgromadził podczas pierwszych krajowych eliminacji 135 zawodników!

Przyznam, że lekkim przerażeniem patrzyłem na tę ilość zawodników, zastanawiając się jednocześnie – ile będzie trwała moja runda golfa tego dnia? Start miałem wyznaczony na godzinę 11, 40 więc o powrocie za dnia raczej nie marzyłem. Kalinowe Pola to wielkie i długie pole, więc miałem nadzieję, że jakoś się ta masa golfistów rozejdzie, ale z drugiej strony… te zagajniki i leśne łapacze piłek raczej szybkiego golfa nie wróżyły. Do tego, gdy wyszło mi że starty się zazębiają, to w niezbyt pastelowych barwach to widziałem.

A jednak! Lata praktyki i przezorność robią swoje. Otóż nie było żadnego opóźnienia, czekałem może na 3 dołkach, ale to z winy guzdrzącego się flajtu przed nami, który na szczęście w końcu zaskoczył i dalej szło już jak z płatka. Wzorowa organizacja, zdyscyplinowani gracze, mały konkursik z grillem w przerwie pomiędzy dziewiątkami i wszystko zagrało jak w szwajcarskim zegarku jednego ze sponsorów cyklu.

Gorąco i zimny prysznic. Czyli trochę pokory i kalinowskie drzewa na trzech dołkach.

Jak wspomniałem dzień był prawie upalny, krótki rękaw był standardem, ale pojawiły się także krótkie spodnie, a wszelkie swetry i kurtki niedowiarków ostatecznie wylądowały w torbach. Rozgrzany do koloru krwistej czerwieni po „obfitym” koszyku na drajwingu, pełen zapału i wręcz zwierzęcej chęci do gry stanąłem dzielnie na pierwszym tee i…..,

I tu nastąpił pierwszy lekki zimny tusz… Wprawdzie usunięto OB z prawej strony, ale i tak tam nie dobiłem! Znany pewnie wielu „króliczek” podpowiedział i z dalekiego soczystego drajwa zrobił się jakiś taki kiks, ledwie przelatujący damskie tee, co pozwoliło mi się bliżej zapoznać z elegancko pofałdowanymi, klalinowskimi rafami! Króliczek nie odpuszczał podpowiadał dalej – bo przecież trzeba nadrobić! Pierwsza myśl 3 wood i jedziemy, ale te rafowe fałdy…, hm może jednak niekoniecznie – wybrałem rozsądne 7 żelazo i już byłem tam gdzie koledzy po drajwach! Wprawdzie nieco z boku farwaya , ale za to z możliwością skrótu, jak podpowiadał uczynny króliczek. No to przyszedł czas na 3 wood i… Dość dobre trafienie i oczywiście gałązka samotnej sosenki została strącona. Gałązka została a piłka jest, lecz nie wiadomo gdzie! W taki sposób pogrzebałem pierwszy dołek, myśląc ciepło o pomysłodawcy dopisywania tym razem tylko 4 a nie jak to jest w zwyczaju 5 uderzeń do skopanego dołka! Pocieszając się utartym „pierwsze śliwki robaczywki” zapisałem kształtne 9 na karcie i powędrowałem nieco upokorzony na drugie tee.

Króliczek oczywiście, powędrował za mną, przypominając że czas nadrobić straty, w końcu to tylko jeden dołek i może jeszcze coś zagramy… Zagraliśmy, oczywiście do lasu, bo jakby inaczej, przecież nadrabiamy! I tutaj się zaczęło, piłka znaleziona, niby prawie polanka, zamachnąć się można, widzę prześwit, będzie ok.! Nie było, drzewo, drzewo i dalej jestem w lesie, ale jest już lepiej widać fairway i gąszcz jakby rzadszy, jest spora luka no to gramy. Mała, pi…ękna, gałązka złapała piłkę zmieniła jej lot i… drzewo, drzewo, drzewo, torba (stała dobrych kilka metrów do tyłu, żeby nie było). Koledzy zamilkli, też bym milczał:). Ciśnienie krwi miałem takie, że pewnie otarłem się o wylew, a miał to być przecież taki piękny początek sezonu…, pal licho puchary i kwalifikacje, ale przecież toczę bój o tradycyjną kawusię z przyjacielem! Wygoniłem królika, spaliłem trzy papierochy, wpisałem kolejne + 4 i pomaszerowałem dalej, słuchając, jaką to kawusię kolega Krzysiu sobie zażyczy i że podobno w Kalinowych jest ona najpyszniejsza!

Bez królika jakoś się to dalej potoczyło. Jeszcze tylko na ósmym dołku gdzie był jakiś konkursik z linią i oczywiście gęsty las, pojawił się znów pozostawiony po sąsiedzku na drugim dołku, mój ulubiony króliczek ze swoją mądrą radą, aby spróbować wyjść z tego zagajnika putterem! No i wyszedłem! Piątym uderzeniem! Dalej było już tylko lepiej! Lepiej na tyle, że po przerwie na kiełbaskę i przyznam się doskonałe (bo postawione) piwko, nawet mi się jeden berdas na osłodę przyplątał, a w miarę przyzwoity wynik na drugiej dziewiątce, pozwolił mi się ostatecznie wyłgać od postawienia podobno najlepszej na polach kawusi! I to sprawiło, że wszystkie moje leśne przygody razem z króliczkiem odeszły w zapomnienie.

MED_6272

 

To tyle z leśnych przygód grającego inaczej, teraz wspomnijmy tych lepszych, którym się udało stanąć na podium w pierwszej polskiej eliminacji

World Amateur Golfers Championship i Diners Club Trophy.

I tak:

w grupie hcp 0-10 zwyciężył Tomasz Mach (69), drugie miejsce zajął Krzysztof Woźniak (70) a trzecie Maciej Odzimek 73.

w grupie hcp 11-15 zwyciężył Robert D. Tralewski (71), drugie miejsce zajął Mariusz Konieczny (73) a trzecie Paweł Purgal (73)

w grupie hcp 16-20 zwyciężył Marcin Jaworski (72) drugie miejsce zajął Maciej Pieński (75) a trzecie Zygmunt Kozłowski (77)

w grupie hcp 21-25 zwyciężył Piotr Klimko (75), drugie miejsce zajął Włodzimierz Paszkowski (73) a trzecie Zygmunt Kozłowski (77)

w grupie hcp 26-36 zwyciężył Marek Brzezicki (68), drugie miejsce zajął Marcin Rudziakowicz (68) a trzecie Paweł Jagustyn (69)

Tradycyjnie rozegrano także konkursy dodatkowe, w zasadzie to wygrał prawie wszystko znakomicie dysponowany tego dnia Tomasz Mach. W konkursie SPAR nearest to the pin umieścił piłeczkę w odległości 110 cm od dołka, a w „4Movie Straithest Drive” zagrał na odległość ponad 200 metrów i tylko 1 cm od linii wyznaczającej środek fairwayu!
Konkurs „Komu Group nearest to the pin” wygrał Rafał Osiński z wynikiem 270 cm od dołka.

W turnieju DC Trophy w kategorii brutto i netto zwyciężył rewelacyjnie grający Anthony Kerr (75)!

MED_6251a

Zdjęcia z turnieju tutaj.

FZ

Redakcja portalu
Redakcja portalu golfpl.com
http://www.tv-golf.pl