Oto list, który w ostatnich dniach wpłynął na naszą redakcyjną skrzynkę. Jego autor, z godną podziwu dozą sarkazmu i celnego humoru, pochyla się nad wiecznym dylematem każdego golfisty: miłością do idealnych uderzeń i irytacją z powodu corocznych faktur.
Tekst jest jednocześnie piękny i bolesny, doskonale punktując relację, którą sami często nazywamy „obopólną” w cudzysłowie. Porusza kwestie od zapuszczonego rough’u, przez świąteczne “promocje”, aż po turnieje blokujące weekendy.
Uważamy, że ten list jest tak szczery i tak uniwersalny, że musi ujrzeć światło dzienne. Zapraszamy do przeczytania listu, który z pewnością wywoła uśmiech (i lekkie drżenie rąk) u każdego, kto choć raz przedłużał członkostwo.
Drogie Pola.
Tak, drogie w każdym sensie. Te kochane, na których gra daje złudne poczucie, że życie jednak ma sens. I te drogie w sensie czysto praktycznym – tym, który powoduje bolesny skurcz portfela, zwłaszcza gdy zbliża się koniec sezonu.
Bo w tym czasie dzieje się coś osobliwego. My, gracze, stajemy się dla Was wręcz bezcenni. I to nie dlatego, że nagle zaczęliście nas bardziej lubić. Raczej dlatego, że grudzień to idealna pora, żeby „delikatnie” przypomnieć o przedłużeniu członkostwa. A „delikatnie” w Waszym wydaniu zazwyczaj oznacza: z wdziękiem, uśmiechem i nową, dyskretnie podniesioną stawką.
Widać to doskonale w Waszych świątecznych newsletterach. Gdzieś między ciepłymi życzeniami zdrowia a malowniczym opisem przymrozków na greenach, zawsze pojawia się ten jeden akapit. Ten, w którym wspominacie, że „tylko teraz” czeka na nas „wyjątkowy upust” – czyli Wasze łaskawe pozwolenie na zapłacenie pełnej, choć wyższej, kwoty. Przekonujecie, że szybki przelew to najlepszy prezent… dla nas oczywiście. Taka mała inwestycja w nasze przyszłe szczęście, która przy okazji ratuje Wasz zimowy budżet.
Drogie Pola, kochamy Was mimo wszystko. Naprawdę. Kochamy te letnie wieczory, gdy fairway wygląda jak obietnica raju. Kochamy ten moment, kiedy piłka odleci dalej, niż wynikałoby to z praw fizyki, tylko po to, by po chwili zniknąć w tym artystycznie zapuszczonym roughie, o którym Wasze kosiarki zapomniały jeszcze w lipcu. Pamiętamy te poszukiwania.
Kochamy Was nawet wtedy, gdy weekend, który miał być nasz, okazuje się zajęty przez “prestiżowy turniej klubowy”, a jedyna szansa na rundę wymaga uiszczenia „niezbędnej opłaty organizacyjnej”.
I choć dobrze wiemy, że Wasze czułe „drodzy golfiści” brzmi równie szczerze, co życzenia od urzędu skarbowego, to i tak nie potrafimy się na Was obrazić. Jesteście jak ten czarujący przyjaciel, który zawsze mówi z sercem, zapewnia o dozgonnej więzi, ale jakoś tak wychodzi, że rachunek za tę relację zawsze regulujemy my. I to z napiwkiem.
Drogie Pola, życzymy Wam spokojnej zimy. Odpocznijcie, odetchnijcie i przygotujcie swoje najlepsze argumenty na wiosnę.
Bo wrócimy. Z przyzwyczajenia. Ze szczerą sympatią. I z lekkim drżeniem rąk, sprawdzając, ile w nowym roku będzie kosztować ta nasza „obopólna” miłość.
A potem jakoś to zagramy.
Wierny Czytelnik (i użytkownik pola, płacący zawsze terminowo)
imię i nazwisko autora do wiadomości Redakcji.
